I Konna Pielgrzymka 25 lipca – 3 sierpnia 2006 roku

Anna Oksińska - koń Ognik
Igor Oksiński - koń Jordan
Bogdan Golian - koń Iktorn
ks. Krzysztof Dorna SDS - koń Joker

 

Gdyby nie  ludzie, których spotkaliśmy po drodze – nie udałoby się.

W środę 26 lipca 2006r. o godzinie 4 nad ranem wyjechaliśmy z Taczowa Małego obierając Kierunek Licheń. Wszystko szło zgodnie z wcześniejszym założeniem. Przejechanych konno 70 km i postój w miejscowości Lelików za Miliczem. Zatrzymaliśmy się na nocleg u Państwa Pogorzelskich, którzy ugościli nas pyszną kolacją, a konie owsem. Byliśmy tak zmęczeni, że zasnęliśmy przy ognisku obok zwierząt.

Następnego dnia o świcie wyruszyliśmy w dalszą trasę. Gdy byliśmy w połowie odcinaku do Zawidowie chcąc chwilę odpocząć zatrzymaliśmy się w Raszkowie. Przywiązaliśmy wszystkie konie do drzewa, ale złamała się jedna gałąź i spłoszyła Ognika. Przerażony ruszył przed siebie galopem, a za nim popędził Iktorn. Ania i Bogdan musieli biec ponad kilometr, aby je dogonić. Wtedy okazało się, że musimy się zatrzymać na dłuższy czas i wezwać lekarza weterynarii, bo Ognik okulał. Pielgrzymka stanęła pod znakiem zapytania. Pojawiły niepierwsze chwile zwątpienia. U miejscowego proboszcza otrzymaliśmy wikt i opierunek. Rano lekarz jednak orzekł, że uraz nie jest poważny i możemy kontynuować naszą podróż Rzeczywiście po 10 km opuchlizna ustąpiła. Jednak dodatkowy postój oznaczał dzień opóźnienia W sobotę dotarliśmy do Zawidowic. Tam zregenerowaliśmy nasze siły. Również o 24:00 uczestniczyliśmy we Mszy Świętej  wraz z gospodarzami sprawowanej w stajni. Ta nasza pasterka długo zapisała się w naszej pamięci.

  

W Grodźcu Igor zorientował się, że jego koń – Jordan ma odbity kłąb i kuleje na tylną nogę. Powoli wszyscy zaczęliśmy tracić kondycję. Gdy już dotarliśmy do stadniny koni huculskich byliśmy wykończeni. Gospodarze okazali się wspaniałomyślni. Zaoferowali nocleg O północy znów była Pasterka i dobry czas na przemyślenia i podzielenia się swoimi intencjami. Wiedzieliśmy że jeszcze kilkadziesiąt kilometrów i będziemy u celu.

Kres swojej pielgrzymki osiągnęliśmy w niedzielę. Jednak, aby dotrzeć do Lichenia, musieliśmy przejechać przez centrum Konina. Tam wzbudziliśmy powszechne zainteresowanie mieszkańców jadąc w swoich odblaskowych koszulkach. Z nieba lał się żar. Asfalt był niesamowicie rozgrzany Obawialiśmy się , że konie stracą nam podkowy. Nie wiem jak poradzilibyśmy sobie, gdyby nie eskortował nas samochód Ostatnie kilometry były nie do zniesienia i nie do wysiedzenia w siodle. Konie były wykończone my zresztą też.  Tylko dzięki gorliwej modlitwie i samozaparciu dotarliśmy wieczorem do Lichenia. Ze względu  na bezpieczeństwo zwierząt i ludzi przebywających w okolicach sanktuarium konie zostawiliśmy w gospodarstwie pana Klimczaka. A sami poszliśmy się  pomodlić do Sanktuarium

  

 

Bardzo się cieszę, że I KONNA PIELGRZYMKA do Lichenia się udała. Tylko dzięki Bogu i opiece Matki Bożej dotarliśmy do celu. Każdego dnia powierzaliśmy Bogu przez Maryję nasze codzienne sprawy i intencje tych, którzy prosili nas o modlitwę Zawierzaliśmy Bogu nasza koniarską przyszłość. To pielgrzymkowe przeżycie na pewno „podładowało nasze duchowe akumulatory”, aby kolejny rok starać się być dobrym. Trzeba podkreślić, że dzięki zaangażowaniu całego zespołu koniarzy taka inicjatywa mogła zostać sfinalizowana.

 

PODZIĘKOWANIE

 Serdeczne Bóg zapłać za pomoc w trakcie drogi pielgrzymkowej: Państwu Pogorzelskim z Lelikowa, Państwu Vogt z Zawidowie, Ks. Jakubowi Piotrowskiemu z Grodziska. Państwu Klimczak z Lichenia, dr Markowi Kądziela z Raszkowa za opiekę weterynaryjną, ks. Proboszczowi z Raszkowa i wielu innym, których nie sposób wymienić.